10
Lip
2015
0

Przepis na przygodę w górach w 10 prostych krokach

W zeszłym tygodniu wybrałam się na samotną wędrówkę po górach. Na jeden dzień. Choć kocham góry i od lat wędruję przyznam się szczerze, że dotąd nigdy nie wybierałam górskiej trasy sama. Zawsze wolałam się zdać na bardziej doświadczonych kolegów, a później na mojego smoka. Za mało wiary we własne siły i umiejętności? No bo jak mam sama opracować trasę i skąd mam wiedzieć ile czasu zajmie mi dotarcie do wybranego miejsca? A czy trasa, którą wybiorę będzie ładna? A czy nie będzie dla mnie za trudna? Dobrze, ale gdzie przenocuję? Czy zdążę znaleźć nocleg przed zmierzchem? I jak wrócić?

Uświadomiłam sobie, że uzależnianie wypadu w góry od zebrania ekipy, albo co gorsze czekanie, aż ktoś mi taki wyjazd zaproponuje to zwyczajna wymówka. Problem tkwi w głowie i moim nastawieniu. Migając się od samodzielnego zaplanowania wypadu zrzucam odpowiedzialność na kogoś. Te wewnętrzne blokady trzeba likwidować, bo z nimi żyjemy tak jak oddychamy – za płytko. A żeby czuć się dobrze trzeba oddychać pełną piersią, do końca.

Od czego zatem zacząć, aby rozwiązać te dylematy? Po pierwsze - idź do sklepu turystycznego i kup dobrą mapę. Na piesze wędrówki najlepsze są mapy turystyczne w skali 1:50 000 albo nawet 1:25 000. Ma to być Twoja osobista mapa, najlepiej ją podpisz. Następnie pochyl się nad mapą i zacznij ją studiować. Postaraj się ją polubić. Po to właśnie jest mapa, żeby nam pomogła ustalić przebieg i czas trasy naszej wędrówki. Mapa ma legendę i tam można wszystko przeczytać. Także szacunkowe czasy przejścia kolejnych odcinków. Jak już się przełamiesz i zdecydujesz samodzielnie od początku do końca zaplanować wędrówkę, satysfakcja z samodzielnego przejścia trasy będzie ogromna - gwarantuję. Ale pierwszy krok, który powinnaś zrobić to postanowić, że to Ty samodzielnie wytyczysz swoją trasę. A do tego potrzebujesz mieć dobrą mapę.

Kolejny dylemat – czy dotrę przed zmierzchem na miejsce noclegu. Do schroniska zawsze można zadzwonić z wyprzedzeniem i nie tylko zarezerwować miejsce, ale zapowiedzieć, że jesteś w trasie. Tam są ludzie i można się z nimi dogadać, nawet jeśli dotrzesz na miejsce po zapadnięciu zmierzchu schronisko ma obowiązek otworzyć choćby w środku nocy i wpuścić wędrowca. Takie są przepisy. A co zrobić kiedy szlak się skończy? Trzeba przecież jeszcze dotrzeć do cywilizacji i dostać się do większej miejscowości, a stamtąd złapać pociąg do domu. Racja, to może być wyzwanie. Ale po to właśnie są rozkłady jazdy lokalnych busów i pociągów, żeby je można było sobie z wyprzedzeniem sprawdzić. Jak już sprawdzisz zapisz sobie godziny odjazdu busów, wydrukuj i trzymaj w łatwo dostępnym miejscu. I weź sobie zapas na zejście i dotarcie do centrum miejscowości, po tym jak już zejdziesz z góry. Możesz dotrzeć na dworzec piechotą albo w ostateczności złapać stopa. Ja tak ostatnio zrobiłam.

No dobra, to są rzeczy które można przeczytać w przewodnikach. A co kiedy nie ma się zbyt wiele czasu na przygotowania, a potrzeba wyjścia w góry jest tak silna, że nie da się jej przezwyciężyć? Ja miałam na samotną wędrówkę tylko jeden dzień. Zdążyłam jedynie przepakować plecak, tak żeby nie nieść ze sobą zbyt wiele. Uparłam się, żeby przejść dosyć długą trasę, tak żeby poczuć ją w nogach. I teraz zdradzę Wam przepis - co zrobić, aby przeżyć w górach małą przygodę.

1. Wyrusz w trasę o 19:45 bez zarezerwowanego noclegu - a nawet pomysłu, gdzie możesz spędzić noc. Nie szkodzi, że najbliższe schronisko oddalone jest o 4 godziny drogi. Zawsze przecież możesz przenocować w tzw. „innym miejscu noclegowym” [małe wyjaśnienie: kiedyś wędrując z dobrą, starą ekipą po Beskidzie Niskim znaleźliśmy na mapie dziwne oznaczenie, które w legendzie było opisane jako tajemnicze "inne miejsce noclegowe". Bardzo chciałam zrezygnować z noclegu w schronisku i właśnie tam spędzić noc. Jednak nie wszyscy byli tak zapaleni do tego pomysłu (oprócz jednego Szyma) i przegłosowani poszliśmy w stronę nudnego schroniska. Od tamtej pory to za mną chodziło. Musiałam spróbować. Ty nie musisz tego robić]. 

2. Nie bierz ze sobą czołówki. Zakładając, że jest lato (a była to najkrótsza noc w roku) - zmierzch zapadnie późno, więc sporo jeszcze uda Ci się przejść. Ostatecznie, jeśli nie będzie chmur możesz spróbować wędrówki przy świetle księżyca. Wzrok przecież przyzwyczaja się do ciemności.

3. Zostaw karimatę. Jest niewygodna do noszenia. Będzie Ci przeszkadzać. Wystarczy, że znajdziesz zadaszone miejsce. W Gorcach i Beskidach nie trudno natknąć się na starą bacówkę, w której można się swobodnie przespać na antresoli z dużych dech (patrz „inne miejsce noclegowe” - dla zainteresowanych mogę podesłać focię takiej antresoli).

4. Zapomnij o ciepłym śpiworze. Powtarzam, przecież jest lato. Pożycz od kumpeli taki cieniutki, a jak Ci się w nocy zrobi zimno najwyżej założysz na siebie wszystko co masz i owiniesz się ręcznikiem. Zyskasz dodatkową warstwę izolacyjną.

5. Nie bierz ze sobą nic do jedzenia. Żadnych przekąsek. Przecież i tak nie jadasz późnym wieczorem, a rano nigdy nie jesteś głodna. Najpierw wędrówka, a śniadanie niech będzie nagrodą za przebytą trasę i Twój wysiłek. Kiedy dotrzesz do schroniska nawet jajecznica ze szczypiorkiem będzie Ci smakować jak śniadanie na wycieczce all inclusive na Rodos (zgaduję, nie byłam).

6. Bezprzewodowa ładowarka do telefonu to zbytek. Przecież chcesz pobyć sama ze sobą, wędrować w ciszy, totalnie offline. Nie chcesz być nagabywana sms-ami czy telefonami. Nie po to wyjechałaś w góry. Poza tym i tak prawdopodobnie nie będzie zasięgu.

7. To samo tyczy się zegarka na rękę. Nie potrzebujesz, przecież masz zegarek w telefonie. A że telefon się rozładował? Cóż, szczęśliwi czasu nie liczą. A szacunkowy czas jest podany na trasie przy każdym rozwidleniu szlaków. Możesz sobie wyliczyć. Poza tym przekonasz się, jakie to wspaniałe uczucie dotrzeć wreszcie do schroniska w przekonaniu, że znaki kłamią i idziesz już na tyle długo, że z pewnością zbliża się południe, po czym odkryć, że jest 10:00 rano. Zyskasz dzięki temu dodatkowe dwie godziny na pogaduchy z górskim ratownikiem. Warto, bo on dużo wie.

8. Zapomnij o rozpałce do ognia i zapałkach. Przecież wędrujesz po górach i lasach, jesteś na terenie Parku Krajobrazowego, a jak wiadomo w takich miejscach nie wolno rozpalać ogniska. Poza tym przypomnij sobie kiedy sama ostatnio rozpalałaś ognisko? Nawet gdyby znalazło się do tego odpowiednie miejsce prawdopodobnie poległabyś przy pierwszej próbie. A tak swoją drogą warto jednak nabyć tą umiejętność.

9. Apteczka to zbędny ciężar. Cóż złego może się stać? Posiadanie apteczki daje tylko zgubne poczucie bezpieczeństwa. Niewiele przypadłości można za jej pomocą wyleczyć. Lepiej od razu postanowić, że będzie się unikać urazów lub choroby.

10. Jedna mała buteleczka wody wystarczy. Przecież idziesz do schroniska. Tam można się zaopatrzyć we wszystko co niezbędne, a może powinnam powiedzieć - zbędne. Byłam zadziwiona ilością piwa i batonów konsumowanych przed południem w schronisku. Ale to może przez to, że byłam tuż po oczyszczaniu Majewskiej - kuchnia wege, pyłki i spirulina przez bite 4 dni. Poza tym lepiej mniej pić. Nie trzeba będzie włazić w krzaki za potrzebą. Wiadomo – kleszcze.

Jeśli zrobisz sobie taki wypad i nadal będziesz uważać, że BYŁO ŚWIETNIE! - oznacza to tylko jedno – jesteś prawdziwą entuzjastką gór. No bo cóż znaczą niewygody dzikiego noclegu, kiedy z rana czeka nas wschód słońca z widokiem na górską panoramę, a na trasie niezwykła soczysta zieleń Gorczańskiego Parku Krajobrazowego? Ja byłam zachwycona. Sama zobacz:

 

Ale uwaga, Ty nie musisz tak robić. IKIMASA bierze odpowiedzialność jedynie za siebie, jeśli chcesz przeżyć podobną przygodę – to już Twoja sprawa. Do niczego nie namawiam.

Okej, teraz pewnie Was ciekawi czy się bałam? Panna sama w nocy w lesie. Nie bałam się, bo przez pierwszą część trasy (tą wieczorną, od 19:45 do 21:30) towarzyszył mi przez całą drogę czarny pies. Wyszłam w góry ze wsi Rzeki, przy przełęczy Przysłop i on się tam do mnie przyczepił. Cały czas go namawiałam, żeby wracał do domu, ale wdrapał się za mną na sam szczyt. Potem sobie pomyślałam, że widocznie tak ma być, żeby mnie na duchu podtrzymywał, jak nieznany przyjaciel. Pamiętacie czarnego labradora Diggity z filmu Tracks – o dziewczynie wędrującej z wielbłądami? Trochę mi tego psa przypominał. I kiedy już się położyłam spać, to ciągle się wokół kręcił, także wszelkie nocne hałasy tym sobie tłumaczyłam. Potem sobie wrócił do domu (mam nadzieję). Czy było mi zimno? No trochę było. Przez to nie mogłam spokojnie spać. I powiewy wiatru nie były przyjemne dla ucha: huu huuu, huu huuu. Poza tym nie miałam powodów do narzekania. Wstałam o 5 nad ranem, umyłam zęby i byłam już na szlaku. Przeszłam żółtym szlakiem trasę: Przełęcz Przysłop – Gorc Troszacki – Kudłoń – Przełęcz Borek – Turbacz. Tu wzięłam prysznic (8 zł), zjadłam śniadanie, wypiłam kawkę i weszłam na szczyt Turbacza. Niech Was nie zmyli - schronisko jest położone trochę poniżej szczytu. Dotarcie do schroniska nie oznacza, że szczyt został zdobyty (choć pewnie dla niektórych tak). Po południu zeszłam zielonym szlakiem do Nowego Targu, skąd złapałam busik do Krakowa (1,5h) i o 20:30 siedziałam już w pociągu do Warszawy.

Jeśli nadal uważasz, że samodzielne wybranie się na wędrówkę Cię jednak przerasta, zastanów się ile rzeczy w życiu już zrobiłaś, z iloma sprawami sobie radzisz na co dzień. Jesteś przecież dorosła. W górach też sobie poradzisz. Gwarantuję. Dla lepszego samopoczucia przed wyjazdem możesz sobie przygotować listę niezbędnych rzeczy do zabrania. Albo skorzystać z tej listy 10 rzeczy, które – jak uważa większość wspinaczy – zawsze trzeba mieć przy sobie wybierając się w góry:

1. Mapa

2. Kompas

3. Okulary przeciwsłoneczne i krem ochronny

4. „Żelazna racja żywieniowa”

5. Dodatkowe ubranie

6. Czołówka lub latarka

7. Apteczka

8. Rozpałka do ognia

9. Zapałki

10. Nóż

To ważne, żeby się do trasy odpowiednio przygotować i wcześniej wszystko zaplanować. Wtedy masz gwarancję, że w miarę własnych możliwości panujesz nad sytuacją. Wędrując po górach warto mieć też zapas wolnego czasu na nieprzewidziane sytuacje – kaprysy pogody czy własne niedyspozycje. Wtedy można w pełni czerpać radość z wyprawy, a słabszy dzień przeczekać. Ale gdzie tu przygoda? Ja tam wolę na żywioł, choć nikogo nie namawiam. Przed górami trzeba mieć respekt.

A teraz zadanie dla Ciebie:

1. Przypomnij sobie, gdzie zawsze chciałaś wybrać się na samotną wędrówkę, ale ciągle to odkładasz. To nie musi być Sri Lanka. Może Roztocze? Góry Stołowe? Albo Zaborski Park Krajobrazowy - właśnie stamtąd wróciłam i jest naprawdę pięknie!

2. Kup mapę tego terenu i zaplanuj trasę – znów, nie musisz robić planu tygodniowego wypadu. Zacznij od 1-2 dni.

3. Zaplanuj termin wędrówki. Zastanów się, czy nie będziesz w najbliższym czasie w okolicy? Może przy okazji uda się wyskoczyć na 1-2 dni na samotną przechadzkę? Ja wyskoczyłam na Turbacz przy okazji wyjazdu w Gorce z dziewczynami, gdzie przez 4 dni robiłyśmy warsztaty, burze mózgów i pracowałyśmy nad tym, w którym kierunku rozwijać nasze biznesy. Taka kuźnia pracy, ale czasu na wędrówki nie było.

3. Przygotuj się odpowiednio do wędrówki – zrób listę niezbędnych rzeczy.

4. Zapakuj lekki plecak – tylko to co naprawdę będzie potrzebne. I najważniejsze - zabierz ze sobą notes do podróżniczych inspiracji. Niech to będzie Twój notes, który zawsze zabierasz ze sobą na takie wędrówki. Podczas samotnych wypadów jest wreszcie czas by usiąść i poukładać myśli. Jeśli nie będzie mogła ich zapisać, albo naskrobiesz na luźnej kartce - bardzo możliwe, że stracisz je bezpowrotnie.

5. Koniecznie podziel się ze mną swoimi wrażeniami! Opowieści, które szczególnie mi się spodobają opublikuję na blogu.

I na koniec zagadka: znajdź na zdjęciu "inne miejsce noclegowe" - dla pierwszej osoby nagroda niespodzianka. No to do dzieła!

  • Alicja

    A ja… mój kolejny podróżniczy cel spełniam jutro i będą to m.in Bieszczady 🙂 Dzięki za wyczekanego newslettera – miła niespodzianka! 🙂 A czy Twoje “inne miejsce noclegowe” to te uwiecznione na zdjęciu nr 8?

    • Alicjo – trafiłaś w dziesiątkę. Jako prezent za błyskawiczne przeczytanie całego artykułu (musiałaś przeczytać do końca, bo pytanie jest na końcu) otrzymujesz 20% zniżki na dowolne warsztaty lub wyjazd. Uściski!

  • Celina

    czekam na wyjazd z Tobą, zaczarowana jestem 🙂

  • Bardzo mi się spodobała Twoja górska wycieczka, ale najbardziej spodobało mi się Twoje zaufanie do życia, że będzie dobrze. I było! Jestem przekonana, że ten czarny PIESIO to był Twój Anioł Stróż, albo dobry DUCH tych gór. Niesamowite byłoby przeżyć coś takiego… Często chodzę sama po Beskidach, ale coś czuję, że spanie w cienkim śpiworku, sama w górskim lesie nie dla mnie. Na razie pozostanę przy jednodniowych wycieczkach, oczywiście gdy wrócę do naszego najpiękniejszego z krajów 🙂 czyli mam nadzieję, że szybko. Trzymam kciuki za następne wyprawy, ciaooooo 🙂

    • Wiolu, rozumiem. Ja nikogo nie namawiam. Wciąż powtarzam – Ty nie musisz tak robić! Ważne, by robić wszystko w zgodzie ze sobą. Mnie coś pchało mocno, nie pozwalało zostać na dole i przeczekać noc w Rzekach jak nakazywałby rozsądek. I sprostowanie – nie spałam w lesie tylko na polanie. I jeszcze jedno dopowiem. Byłam przekonana, że przez całą noc żywy duch obok mnie nie przeszedł, a jednak kiedy wyszłam na szlak w oddali zobaczyłam oddalającą się postać. Potem ta osoba weszła w las. Następnych turystów spotkałam dopiero pod Turbaczem, czyli po 3 godzinach marszu. Śmieszne, prawda?

  • Dodałabym, że niezwykłe i niesamowite 🙂 To był DUCH GÓR. Jak widać, MA-DŻI-JA jest wszędzie, nie tylko w Toskanii 🙂