22
Sie
2015
0

Po co mi to całe Zanurzenie?

Sala do jogi na poddaszu chaty jest przestronna, choć sufit usytuowany jest dosyć nisko. Patrzę na okno z widokiem na bieszczadzkie wzgórza i lasy. Światło słoneczne wpada przez nie na salę i rozjaśnia podłogę. Na podłodze palą się świece, z obydwu stron światło wpada na salę przez trójkątne okna, z laptopa leci cicha muzyka. Anja Siri Karta siedzi w pozycji prostej do medytacji z zamkniętymi oczami. Rozpoczynamy popołudniową praktykę… „Złóżcie ręce w gian mudra na kolanach. Po praktyce zrobimy mantrę na otwarcie serca - Sat Kartar. Dziś robimy Krie na drugą czakrę i oczyszczenie. Kto zna – wykonuje przy tym ćwiczeniu oddech ognia. Wieczorną jogę zakończymy medytacją z jantrą. Wahe Guru…" To wszystko nowe dla mnie pojęcia, których słucham od tygodnia codziennie. Tydzień wystarczył, żebym zaczęła się poruszać po świecie Kundalini Jogi i to nowe oswoić. Ale ciekawość pozostała. To dobrze, dzięki temu chłonę, szukam, uczę się, poznaję. Jak mój 3-letni synek, który o wszystko pyta z zainteresowaniem, bo dla dzieci świat, który je otacza jest pełen zagadek. „Lekarstwem na nudę jest ciekawość. Na ciekawość nie ma lekarstwa” - Dorothy Parker

Znamy się z Anją od września 2014 jeszcze z Latającej Szkoły dla Kobiet. Organizowałyśmy potem wspólnie w marcu Równonoc wiosenną w Gorcach. I była tam też joga. Ale nie chodziłam wcześniej do Ani na praktykę i dopiero dzięki letniemu Zanurzeniu jogicznemu - miałam szansę wejść w jej świat Jogi Kundalini. Pełen tajemnic to jest świat… Nie wiedziałam o nim wiele decydując się na wspólny wyjazd w Bieszczady. Szukałyśmy miejsca nad morzem lub na Kaszubach, najlepiej w okolicach Kamiennych Kręgów Mocy w Odrach. Nie udało się jednak znaleźć odpowiedniej chaty, choć trochę oddalonej od cywilizacji z salą warsztatową do jogi. Wtedy Anja otrzymała zaproszenie z Zadnich Łuków w Bieszczadach. Nowo wybudowana chata z pokojami z łazienką, z piękną salą warsztatową i właścicielką, która serwuje kuchnię wegetariańską. Miejsce idealne na odosobnienie z jogą samo do nas przyszło. Jest tu zadbany ogród, taras z dużym stołem i hamakami, po łące przechadzają się konie, a pod nogami plączą koty Zuzia i Filon. Jak tylko dojechałyśmy przywitała nas czule Diuna – kochane psisko wyglądające jak ogolona owca. Z okien rozciągają się widoki na bieszczadzkie krajobrazy. Ale w sumie nie to jest w tym wyjeździe najważniejsze.

Codziennie doświadczam kojącego wpływu praktyki uważności i koncentracji na mój stan ducha. Pierwsze dni były trudne. Ale tak podobno ma być. Kiedy zatrzymujemy się na dłużej i dajemy sobie szansę, aby przeanalizować nasze codzienne działania – wyłażą wszystkie nasze lęki, niepokoje, złości i żale. U mnie bardzo silnie odezwała się tęsknota. Za dziećmi i za smokiem. Czy tęsknota to dobre uczucie, czy złe? Tęskniąc czujemy się źle. Ja miałam ochotę ciągle płakać. Podczas praktyki mantry na otwarcie serca – Sat Kartar łzy lały mi się po policzkach i za nic nie mogłam ich zatrzymać. To bardzo piękna mantra. Moja ulubiona. Ale później uświadomiłam sobie jak wielkie to szczęście, że mam moich bliskich i tak bardzo za nimi tęsknię. I to mi pozwoliło złapać równowagę i poczuć się dobrze tu z samą sobą. Z każdym kolejnym dniem praktyki czułam, że moje ciało staje się coraz bardziej elastyczne, a umysł uważny. Uczę się, jak podczas praktyki koncentrować się na oddechu i być tu i teraz. To trudne. Wciąż przychodzą nowe myśli, pomysły, projekty. Podobno dobrze jest je traktować jak film i dać im spokojnie odejść. Trening uważności to prawdziwa sztuka. Powinno się ją praktykować codziennie, choćby przez 15 minut. Wtedy przynosi najlepsze efekty. Joga prowadzona przez Anję różni się od innych właśnie dlatego, że bardzo duży nacisk kładzie na oddech i medytację. A w naszym zabieganym życiu nie dajemy sobie chwili,  aby się zatrzymać. Dlatego medytacja to najlepsza droga do tego, by złapać balans. Dla mnie to prawdziwa szkoła wsłuchiwania się w swoje emocje i uwalniania - puszczania tych, które mi już nie służą. Czas na to, by przemyśleć co dla mnie ważne i ustalić priorytety. Nowy, fascynujący obszar to eksploracji i poznania. Człowiek potrzebuje nad sobą codziennie pracować i potrzebuje otwartości na zmianę: „Jeżeli żyjecie tak samo jak przez ostatnich 20 lat, nie ma wątpliwości że najpiękniejszy moment waszego życia nigdy nie nadejdzie. Gdy człowiek nie potrafi się zatrzymać, nie może doznać jakiegokolwiek wglądu”.

I tu wracam do tego, jak ważne jest, by do końca życia zachować ciekawość świata. Albert Einstein powiedział kiedyś: „Ważne by nie przestać zadawać pytań. Ciekawość nie istnieje bez powodu. Człowiek siłą rzeczy czuje zachwyt, gdy kontempluje tajemnice wieczności, życia, cudownej struktury rzeczywistości. Wystarczy, że każdego dnia będziemy próbować pojąć zaledwie drobną część owej tajemnicy. W ten sposób nigdy nie stracimy świętej ciekawości”. Największą krzywdę możesz sobie wyrządzić uznając, że już wszystko na jakiś temat wiesz i nie potrzebujesz więcej szukać. To samo tyczy się poznania drugiej osoby. Czasami wydaje nam się, że już wszystko o kimś wiemy, wsadzamy tą osobę w schludną szufladkę i przestajemy być jej ciekawi. Tak kończą się relacje. A przecież każdy z nas ma nieznane tożsamości. Kiedy nastawimy się na odkrywanie nowych aspektów osobowości bliskiej nam osoby, nawet trwająca długo relacja ożywiana radością ciągłego odkrywania nigdy nam się nie znudzi.

Ta sama ciekawość pcha mnie na górski szlak – żeby zobaczyć co tam dalej jest, za zakrętem. Odkryć nieznaną dróżkę, natrafić na jakąś tajemnicę. Czasem trzeba przedrzeć się przez chaszcze, podrapać łydki o ostre krzewy jeżyn, dać się poparzyć pokrzywie. Ale skoro na szczycie czeka nas widok na malowniczą panoramę gór – to warto pokonać te małe trudności. Ten widok wszystko wynagradza. Nie jesteśmy tu same. Na jogiczne odosobnienie przyjechało 14 osób z całej Polski. Lubię pracę z tą niezwykłą grupą. Każdy jest inny i przez to dla mnie niezwykle ciekawy. Mogłabym o każdym napisać odrębny artykuł. Napiszę tylko, że w tym niecodziennym gronie jest Szaman, Czarownica, Jezus, Mała Mi, Dzwoneczek, Babka Lekarska, Stolarz i pozostali bez przydomków, za to nie mniej fascynujący. Część osób idąc śladami Jezusa śpi pod gołym niebem. O szóstej witają słońce, zbierają zioła i kwiaty, które potem zjadamy w formie sałatki. Codziennie wyruszamy na wędrówki po górach. Wędrując wzdłuż szlaku granicznego dotarliśmy do chatki na której napisane było po słowacku - Utulnia. W środku malutkiej chatynki było miejsce do spania, poduszka, koc, zeszyt do którego można się wpisać i kilka świeczek. Taka chatka to prawdziwe wybawienie dla zbłąkanego wędrowca, który zmęczony szuka miejsca by schronić się przed nocą. Uwielbiam takie miejsca. Dotarliśmy też do schroniska na końcu świata – ostatniego takiego schroniska w Bieszczadach. Rafał, który je prowadzi częstuje gości herbatą i od razu zaczyna oprowadzać po swojej chacie. Pokazał nam stryszek, na którym ma kilkanaście miejsc do spania, wytłumaczył jak korzysta się z kuchni i pokazał łazienkę. Chatka jest o tyle wyjątkowa, że nie ma w niej bieżącej wody. Wodę do picia filtruje się i gotuje w czajniku na kuchni węglowej, a wodę do mycia podgrzewa w ogromnych garach. Choć nie ma wody bieżącej – w łazience jest wanna. A wokół malownicze widoki, miejsce na ognisko i pole namiotowe. Idealne miejsce na wakacje z dziećmi. Mnie zawsze ujmuje serdeczność i gościnność osób nastawionych na przyjęcie gości i zbłąkanych wędrowców o każdej porze dnia i nocy.

A jak jest w czasie wolnym, kiedy nie odbywa się praktyka, ani nie mamy zaplanowanej wędrówki? W zeszycie pomysłów, zapisków i inspiracji opisałam to tak: "przyjemnie zmęczona po blisko dwugodzinnej wędrówce leżę na hamaku. Jest ciepło. Wiatr porusza liśćmi akacji. W oddali słychać burzę. Przyjdzie tu na pewno. Zbliża się dużymi krokami. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze mogę tu leżeć, czując na twarzy ciepłe promienie słońca i czytać o wiosce w Himalajach, jednocześnie obserwując pomarańczowego motyla, który przysiadł na listku mniszka lekarskiego". Po co mi to całe Zanurzenie? Właśnie po to, żeby się zatrzymać, pomyśleć i ułożyć na nowo co jest dla mnie najważniejsze. Złapać balans. Zadbać o równowagę. Dziękuję Anji za ten wyjazd. Dziękuję wszystkim, że mogłam dzielić z Wami to doświadczenie.

 

 

 

 

 

 

  • Ciao
    Uwielbiam słowo „zanurzyć się”, nie tylko jeżeli chodzi o wodne historie. Zanurzyć się w jodze, zanurzyć się w spokoju, jechać sobie rowerkiem i zanurzać się, na przykład w Toskanii 🙂
    Zanurzyć się oznacza chyba całkowicie oddanie, tu i teraz… Piękny artykuł uduchowionej IKIMASY, dzięki

  • Joga Kundalini to dla mnie wielkie odkrycie. Pozwala nabrać spokojnej siły, wyciszyć umysł. Jest wymagająca, ale tak odczuwalnie wzmacnia, że warta jest codziennej praktyki. Najsilniej odczuwam działanie Sat Kria. Jak powiedział mój nauczyciel: ćwicz codziennie Sat Kria, a nic nie wyprowadzi cię z równowagi.

  • Ania

    Cudowny opis. Połączenie gór, jogi i wspaniałych ludzi rodzi sposobność do tęsknot, przemyśleń, notatek…na chwilę zabrałaś mnie w góry. ps. super info dla wszystkich joginów, którzy poszukują dobrego miejsca na wyjazdy, a takich miejsc coraz więcej

  • Pingback: Ikimasa » IKIMASA podsumowuje projekty zrealizowane w 2015 r. i czego mnie one nauczyły()