9
Mar
2015
0

Po co jechać w lutym do winnicy?

SONY DSC

PicMonkey Collage 1

Oczywiście po wino! skoro jest ku temu okazja. Ale też dlatego, że jest to piękne i przyjazne miejsce. A właśnie w lutym wypada nasza rocznica ślubu (moja i mojego smoka), a więc wypada gdzieś wspólnie wyjechać. Z tej okazji odpuszczamy sobie wykwintne kolacje i co roku jeździmy się trochę sponiewierać. Uwielbiam klimatyczne chaty zaszyte w górach lub w lesie, dlatego też w zeszłym roku pojechaliśmy na Kaszuby do Guzkówki (cudowne miejsce i wspaniali właściciele), a w tym roku wybrałam Strumyki położone w Sierakowskim Parku Krajobrazowym.

Co roku rocznicowy wyjazd to była okazja do wyrwania sobie czasu tylko dla siebie, a dzieci zostawialiśmy pod opieką dziadków. Tym razem ze względu na moje weekendowe wyjazdy mieliśmy ogromny niedosyt wspólnego rodzinnego wypoczynku i zabraliśmy dzieci ze sobą. W końcu rocznica ślubu to święto założenia rodziny, więc fajnie celebrować ją z dziećmi, szczególnie że w Strumykach są ku temu idealne warunki.

Nie mówię, że z Gdańska do Strumyków jest rzut beretem. Nie mówię, że droga upłynęła nam gładko, a smok cieszył się na te 8 godzin za kierownicą. Nie mówię, że nie było po drodze śmiertelnego wypadku, i nie musieliśmy zawracać, by przejechać w piątek po południu przez Toruń, miasto w którym nie uświadczysz czegoś takiego jak zielona fala. Nie mówię też, że dzieci nie pytały co chwilę, czy już dojeżdżamy i kiedy wreszcie będziemy u tej dziewczynki. Mówię natomiast, że z pewnością jadąc z Gdańska warto wybrać drogę przez Piłę.

Warto też było przemęczyć się te parę godzin, by po wspaniałej kolacji zasiąść wygodnie na sofie przy kominku i degustując strumykowe wino cieszyć się rozmową w doskonałym towarzystwie. Trudno bowiem wymarzyć sobie lepszych gospodarzy niż Kasia i Michał. Ugościli nas jak dobrych przyjaciół i przez cały pobyt dbali by niczego nam nie brakowało. Dzieci doskonale bawiły się w towarzystwie małej Emmy, ścigając się po domu na hulajnodze. Franek budził się rano z pytaniem gdzie zaparkowała zebra? i zbiegał po schodach na dół, by jeszcze przed śniadaniem zrobić rundkę wokół kuchni i salonu.

Z całą pewnością możemy powiedzieć, że sezon wędrówek został rozpoczęty. Pierwszego dnia po śniadaniu wybraliśmy się na krótszą wędrówkę do położonego nieopodal Ośrodka Edukacji Przyrodniczej. Miejsce idealne dla dzieci, bo kulminacyjnym punktem wycieczki jest doskonale wyposażony naturalny park zabaw, ze ścieżką zmysłów, domkami pszczół, letnią kuchnią i żywym labiryntem. Labirynt był ciekawy, ale już domek pszczół wzbudził u Anieli lekki niepokój: lepiej już stąd chodźmy Franek, widziałam pszczołę, zaraz pewnie reszta się obudzi. Opuściliśmy więc labirynt i zrobiliśmy sobie mały piknik. W parku nie brakuje stolików i ławek, można więc wygodnie zjeść przekąski i napić się ciepłej herbaty z termosu.

PicMonkey Collage2

PicMonkey Collage 2a

Drugi dzień był już o wiele bardziej intensywny. Zrobiliśmy dłuższą wycieczkę do Jaru Chalińskiego, mijając po drodze bezwodne stawy o błyszczącym dnie. To miejsce naprawdę magiczne. Moje dzieci dużo spacerują. W tygodniu dbają o to panie w przedszkolu, w weekendy – my. Mieszkając kilka kroków od wzgórz morenowych Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego często mamy okazję potrenować przeczesując ścieżki wzdłuż zielonych szlaków (w okolicy nie ma żółtych, czerwonych ani czarnych – same zielone). Ale wędrówka do Jaru była dłuższa niż te nasze weekendowe. W sumie dzieci przeszły trasę 6 kilometrów. Franek połowę trasy niesiony na barana.  Aniela po drodze miała kryzys. Nie pomagały kije, ani motywatory w postaci owsianych ciasteczek. Wtedy ukucnęłam, poprosiłam, żeby popatrzyła mi w oczy i powiedziałam jej to: Anielko, jesteś moją córką, musisz więc wiedzieć, że jesteś typem wędrowca. A więc tak jak ja, im dłużej idziesz, tym więcej nabierasz siły i mocy. Jeśli czujesz swoje nogi, to oznacza, że one właśnie nabrały życia i teraz dopiero mają energię do dalszej wędrówki. Pamiętaj, że wszystko jest w Twojej głowie. To czy poddasz się zmęczeniu także. A może na końcu tej drogi jest coś niezwykłego i warto podjąć ten wysiłek by tam dotrzeć. Od tego momentu Aniela nie szła, ale biegła, wołając przy tym, że jej nogi ożyły. I choć brzmi to prawie niewiarygodnie, właśnie wtedy w oddali przez drogę przebiegły dwie sarenki…

PicMonkey Collage 5

PicMonkey Collage 4IMG_3417

PicMonkey Collage7

Wróciliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. W Strumykach również otwarto sezon i czekały już na nas kiełbaski upieczone na ognisku. Możecie sobie wyobrazić jak smakowały po takim wysiłku. 

Nie powiedziałam o jeszcze jednej niespodziance, jaką oprócz przepięknych terenów wokół, pysznej kuchni, domowej roboty przetworów, chleba na zakwasie i własnego wina skrywają Strumyki. Otóż w dzień naszej rocznicy, kiedy dzieci już spały, Kasia zapytała czy nie chcielibyśmy skorzystać z sauny. Po takim dniu wygrzać się w saunie to marzenie! Co za wieczór – wino, kominek, smok i do tego jeszcze sauna. Chyba nie mogłam trafić w lepsze miejsce by świętować rodzinną rocznicę. 

Ach! Jest jeszcze coś! Spod igły Kasi Wizental, czyli Wróblewny wychodzą piękne, ręcznie wyszywane ptaszki. Ten jest już nasz:

IMG_3442

  • Jak pięknie! Zapiera dech w piersiach. Praktycznie umarłam ze szczęścia, że przyjadę tam z córką już w kwietniu! Marzenie.

    • Santi, a w kwietniu będzie jeszcze piękniej niż lutym. A w maju!