2
Maj
2016
0

Po drugiej stronie lustra

Wyjechałam na majówkę. Wyjechałam w swoje ulubione miejsce. Nudno? No właśnie nie. Wchodzę za każdym razem do tego samego lasu, a czuję się zupełnie inaczej. Światło przenika przez pnie drzew i zmienia nie do poznania znaną mi przecież przestrzeń. Staję nad tym samym jeziorem, a odkrywam nowe detale. Jezioro się zmieniło, jest w nim jakby mniej wody, lewy brzeg porosła trzcina, której ostatnio tu nie było. Światło łamie się na tafli wody tworząc przedziwne refleksy.

Ale nie tylko dlatego jest inaczej. Wstałam dziś o 7:00 (i tak godzinę później niż zwykle) i poszłam biegać. Ścieżką przez las. Wokół jeziora Cyrkowiec. W stronę drugiego, o wdzięcznej nazwie Piekiełko. Jest w samym środku lasu, otoczone z każdej strony przez drzewa. Niewielkie. I wydaje się być czarne. Cudownie jest biegać po lesie o poranku. Wiesz, że nie spotkasz nikogo, prócz samotnego wędkarza. Albo zagubionej sójki, która szuka swojego gniazda. O poranku las wygląda inaczej. Ptaki głośniej śpiewają. Mech mocniej pachnie. Trawę pokrywa rosa. Tylko o poranku światło przenika las, tak że zdaje się on mistyczny. Staje się wtedy moją osobistą świątynią. W magiczny, cudowny sposób przekształca się w miejsce nieziemskie. A ja czuję się jak po drugiej stronie lustra. A przecież nie ma nic bardziej ziemskiego niż las. Był las, nie było nas. O poranku zmienia się jedynie mój sposób patrzenia na las.

A może to przez to, że jestem wtedy sama? Mogę być tu i teraz. Pomyśleć. Zatrzymać się. Poczuć. Poczuć się dobrze. Samotne bieganie o poranku robi mi dobrze. Wiem to, bo widzę różnicę w te dni kiedy nie biegam. Bieganie rzutuje na cały mój dzień. Chyba jestem z lasu. Na pewno poranne bieganie układa moje myśli. Dziś ułożyły się mniej więcej tak:

Pójdź za impulsem. Bo czasem wydarza się w naszym życiu coś, co zapala w nas iskierkę. Ekscytacji, ciekawości, autentycznego zainteresowania. To jest moment. Czasem trwać może zaledwie kilka sekund. I to od Ciebie zależy co z tym zrobisz. Czy pójdziesz za impulsem, za tym co Cię prawdziwie pociąga, czy odłożysz to na nigdy nienadchodzące „kiedyś”. Taki sam impuls kierował mną, kiedy postanowiłam założyć bloga i inspirować kobiety do życia w zgodzie ze sobą. Taki sam impuls kierował mną rankiem, na początku kwietnia, kiedy obudziłam się i wskoczyłam w legginsy, aby po paru minutach biegać wśród drzew, wsłuchując się w śpiew ptaków. I postanowiłam, że teraz będę tak robić. Bez większego namysłu. Bo wiem, że jeśli od razu nie podniosę się z łóżka, jeśli zacznę rozważać inne opcje, jest spora szansa na to, że zawinę się ponownie w ciepłą kołdrę i nie wstanę. Dobrze jest zostać sobie w znanym i bezpiecznym ciepełku. Bez konieczności podejmowania jakiegokolwiek wysiłku. To na pewno jest łatwiejsze. Ale Ty wiesz, że dużo lepiej jest ten wysiłek podjąć. Choć wiesz, że pójście za impulsem wiązać się będzie z czymś nowym, dotąd Tobie nieznanym. Eksploracja tego wymagać będzie ciągłego, wytrwałego i konsekwentnego wysiłku. Wiesz też, że satysfakcji ze spełnionego, pełnego życia, ze zmiany jaką trwale wprowadzisz, nie da się porównać z niczym innym. Idź za tym głosem.

Tu musiałam przerwać, żeby zrobić dzieciom śniadanie. Teraz jest 13:00, a ja siedzę nad brzegiem jeziora i obserwuję moje dzieci, które brodzą po wodzie bosymi stopami i udają kaczki. Pamiętaj, że jest maj! Ale jest tak ciepło, jakby to był koniec czerwca. Kontynuując:

Nigdy nie mów, że coś Ci się udało. Amerykanie mówią „I made it!” Polacy mówią „udało mi się”. Wczoraj zrobiliśmy ognisko. Jak zawsze, kiedy jesteśmy w gajówce i jest piękna pogoda. Dołączyła do nas mama Arka. Przypiekając kiełbaskę na ogniu opowiadała, że też pochodzi z Trójmiasta (choć ja nie pochodzę), ale mąż jest z Inowrocławia, więc teraz tam mieszkają. Wcześniej mieszkała przez wiele lat w Dusseldorfie i ten Inowrocław to był dla niej spory szok kulturowy. Najgorszy był pierwszy rok. Ale już się przyzwyczaiła. Ona nie należy do osób, które narzekają. Tak się udało, że już od 10 lat pracuje w tym samym miejscu i nie ma w sumie powodów do narzekania. Uhm. Nic jej się nie udało… Ona po prostu nigdy nie podjęła PRAWDZIWEJ DECYZJI, jak chce kształtować swoje życie. To nasze decyzje, a nie okoliczności czy warunki życiowe określają nasze przeznaczenie. Benjamin Disrael mówi, że człowiek nie jest tworem okoliczności, to okoliczności są tworem człowieka. Pamiętaj o tym. Masz całkowity wpływ na to gdzie mieszkasz, czym się zajmujesz, z kim spędzasz czas, ile zarabiasz. To wszystko kwestia twoich decyzji. Problem większości ludzi polega na tym, że choć pragną zmiany, to jednak nie podchodzą do tego do końca serio. Niby chcą coś zmienić, ale w sumie to nie wiedzą czy chcą. I tkwią tam, gdzie byli. Dryfują przez życie z przekonaniem, że niewiele od nich zależy. 

Po drodze znad jeziora wstąpiliśmy na lody do Pana Adama. Pan Adam ma codziennie inny smak lodów do wyboru. Nic dziwnego, że ustawiają się do niego długie kolejki. Bujam się na ogrodowej huśtawce pisząc ostatni fragment tego artykułu:

Zrób porządek ze swoimi wartościami. To, jakie podejmujemy decyzje w życiu wynika z dwóch czynników: jakie mamy pragnienia (jak chcemy się czuć) i jakie wyznajemy wartości. To, gdzie wyjedziesz na wakacje, ile czasu spędzisz z rodziną, jak zaplanujesz czas wolny, jaką pracę podejmiesz, to wynik zestawu wartości, jakimi kierujesz się w życiu. Ale żeby je rozpoznać musisz dowiedzieć się z czego zbudowana jest Twoja dusza. Żeby dobrze poznać siebie, musisz spędzić trochę czasu samemu, zatrzymać się i uświadomić sobie swoje wartości, a najlepiej je gdzieś zapisać. Niestety większość ludzi ma bajzel w swoich wartościach i ślepo przyjmuje normy społeczne, które akurat świat nam proponuje i narzuca. Dają się ponieść pierwszemu porywowi, bez chwili namysłu, czy naprawdę tego chcą. A świat wokół (w pismach, w reklamach, w telewizji) mówi nam: żeby uznać, że masz spełnione życie, powinnaś mieć dom na przedmieściach, przystojnego męża, dwójkę grzecznych dzieci, jeździć SUV’em i wyjeżdżać raz do roku na wakacje all inclusive na Fuerteventura. I jeśli nic z tego obrazka nie jest choć trochę Twoją rzeczywistością, łatwo złapać doła. Żeby się dostosować do reszty gonisz bez chwili refleksji za głosem tłumu i harujesz do nocy, żeby zarobić na ten dom z folderu, SUV’a i wakacje marzeń. A kiedy już to osiągasz okazuje się, że wcale nie czujesz się specjalnie lepiej. Nie czujesz przypływu radości i energii, bo to nie jest TWOJA definicja wartości i spełnienia marzeń. Być może więcej radości i energii miałbyś koncentrując się na poprawie relacji z bliskimi, a pieniądze które idą na spłatę raty za dom wydałbyś na podróż na Filipiny. Może to dodałoby Ci energii. Mając jasność, jakie wyznajesz wartości i jakie są Twoje prawdziwe marzenia, bez trudu rozpoznasz czemu należy powiedzieć „nie”, bo to nie jest Twoje.

Kończę ten artykuł siedząc na leżaku i łapiąc ostatnie promienie słońca. Zbliża się 19:00. Dzieci bawią się grzecznie na werandzie, a mąż pojechał na ryby. Też potrzebuje pogapić się w spławik, który pięknie błyska na gładkiej tafli wody. Sam. Każdy powinien czasem pobyć ze sobą sam.  W przyrodzie.