10
Kwi
2015
1

Nic nie przetrwa, nic nie jest skończone, nic nie jest doskonałe…

Czego chcesz więcej? Oprócz tego co masz… A może powinnam raczej odwrócić pytanie: czego chcesz mniej? By zacząć wreszcie prawdziwie żyć… Prawdziwie czyli jak? Skromniej – a więc lepiej  – pod względem materialnym fizycznym, psychicznym i duchowym. By wreszcie odkryć swój niezmierzony potencjał. Prostota ma bowiem pozytywną wartość i jest wzbogacająca.

Jak żyjemy na co dzień? W biegu, spędzając cały dzień przy biurku. A potem zakupy, często impulsywne, nieprzemyślane. Bez chwili na spotkanie z przyjacielem. Nie zwracamy uwagi na otaczające nas piękno. Natłok zadań i rzeczy, którymi sami się otaczamy przytłacza i prowadzi do depresji, do odczuwania bólu istnienia i rozkładu.  W codziennym pędzie nie pozwalamy światłu i przyjemnym myślom dotrzeć do zakątków naszego umysłu.

Z Japonii przywiozłam ze sobą niewiele pamiątek, ale mam je do dziś i są dla mnie cenne. Imbryk do parzenia herbaty, pędzelek do mieszania i drewnianą łyżeczkę, którą nakładamy matcha – sproszkowaną zieloną herbatę, używaną podczas sado – ceremonii parzenia herbaty. Jedną miskę, cztery komplety pałeczek i dwa spodeczki. Przywiozłam też yukatę – letnie japońskie kimono. Przyglądam się tym przedmiotom i zastanawiam – czemu są inne od tych kupionych w Polsce – spodeczków czy misek do ryżu? I dlaczego wydają mi się piękniejsze? To dlatego, że zostały wytworzone w zgodzie z estetyką wabi sabi.

Uczę się doceniać wabi sabi – japońską sztukę dostrzegania piękna otaczającego nas świata, któremu z natury daleko do perfekcji. Ale sama nie wiem, czy właściwie ten termin rozumiem. Podobno to czym naprawdę jest wabi-sabi są w stanie pojąć jedynie Japończycy. Może gdybym mieszkała w Japonii przez 30 lat udałoby mi się wychwycić te subtelne różnice. Ale  mieszkałam tylko przez 3 lata. Co więcej byłam wtedy zupełną ignorantką i o wabi sabi coś tak może słyszałam, ale nie miałam ochoty zagłębiać się w temat. Za to teraz mam.

Temat wydaje się fascynujący, a to dlatego, że nie dotyczy jedynie kształtu czy koloru miski, której pijesz herbatę. Dotyczy wszystkiego, co nas otacza – tego jak żyjemy, co jemy, jak się ubieramy, jakie są nasze relacje z innymi. Japoński mnich powiedziałby zapewne, że wabi sabi  nie da się zdefiniować, bo wtedy przestałoby to być wabi sabi. Ja jednak zacytuję tu Leonarda Koren’a, autora książki “Wabi-Sabi: for Artists, Designers, Poets and Philosophers”, który definiuje wabi sabi jako piękno rzeczy niedoskonałych, nietrwałych, niekompletnych – czyli przeciwieństwo zachodniej kultury, która dostrzega piękno w rzeczach bliskich ideału, perfekcji, które charakteryzuje trwałość. Nie lubię tego.  Denerwuje mnie powszechny pęd ku perfekcji, ku temu by mieć wszystko nowe i doskonałe. Wyczuwam w tym fałsz i próżność. Daleko nam wszystkim do perfekcji. 

To nie jest tak, że w przeciwieństwie do kultury zachodu – wszystko co związane z kulturą Japonii  jest wabi sabi. Nie wszystko co wiąże się z estetyką japońską, czy estetyką zen można zaliczyć do nurtu wabi sabi. A więc jak to odróżnić? Cytuję za Robyn Griggs Lawrence, autorką Simply Imperfect, która namawia do tego, by docenić głębię i elegancję prawdziwej prostoty, nie tylko w tym co posiadamy, ale także w tym jaki styl życia prowadzimy:

wabi sabi to:

  • suche liście
  • poskręcane gałęzie
  • polne kwiaty
  • rękodzieło
  • naturalne drewno pełne sęków
  • ślady erozji skał
  • papier ryżowy rozpraszający światło
  • spękana glina
  • bruk
  • cegła suszona na słońcu
  • rzemiosło artystyczne
  • pchli targ
  • juta
  • przetworzone szkło
  • naturalny gips
  • naturalne światło
  • sznur do suszenia bielizny
  • ręczny robot kuchenny

wabi sabi to nie:

  • kwiaty kwitnącej wiśni
  • kompozycje roślinne
  • róże
  • wyroby fabryczne
  • tworzywa sztuczne
  • wypolerowany marmur
  • szkło okienne
  • porcelana
  • beton
  • stal
  • rococco
  • dyskont
  • aksamit
  • kryształ
  • płyta gipsowa
  • świetlówka
  • suszarka elektryczna
  • malakser

Może ten film będzie pomocny, choć u mnie wprowadził tylko większe zamieszanie. Po jego obejrzeniu uświadomiłam sobie, że wiem mniej o wabi-sabi niż wcześniej. Bo tą różnicę trzeba poczuć, nie zrozumieć. Przez to temat wydaje się jeszcze bardziej wciągający. 

Podejście wabi sabi nie oznacza przyzwolenia na niedbałość czy patrzenia na brud i śmieci przez różowe okulary. Oznacza docenianie, eksponowanie i zachowanie piękna każdej rzeczy, która pochodzi z natury. Nic co pochodzi z natury nie jest proste, symetryczne czy odporne na zniszczenie. Dla mnie to akceptacja świata jako niedoskonałego i niewystarczająco dobrego – a więc dalekiego od perfekcji. A idąc dalej tym tropem – celebrowanie tego stanu – cudownego w swej naturze i prostocie – nie różni się niczym od WOLNOŚCI.

Próbuję wyrobić w sobie nawyki, które pozwalają mi się zatrzymać i żyć chwilą – być tu i teraz. Próbuję wprowadzić w życie harmonię i balans. Wabi sabi podpowiada w jaki sposób to zrobić. W kolejnym wpisie przeczytacie więcej na temat zasad życia w zgodzie z duchem wabi-sabi.

 

 

  • M.

    Nawet nie wiesz jaką radość mi sprawiłaś tym artykułem. Jak blisko mi do Japończyków! Myślałam, że to zwykłe dziwactwa, a to WabiSabi! Uwielbiam trzymać kwiaty w wazonie aż uschną, obserwuję je, patrzę jak listek po liściu opada i wtedy kiedy są takie niekompletne, suche, są najpiękniejsze. Uwielbiam naturalne zagięcia, wady na skórzanych torbach, butach, ba! nawet je sama wyszukuję. Rozstępy po ciąży na moich udach wprawiają mnie w prawdziwy zachwyt i są najpiękniejszym tatuażem. Nawet gdy prostowałam zęby, to nie do końca, żeby nie były idealnie proste… Więc wszystko ze mną w porządku, to WabiSabi. Dziękuję 🙂

    • M. (ja wiem co to za M. 🙂 Jesteś od wczoraj, odkąd opublikowałam artykuł już drugim odkryciem dla mnie – czuję się jakbym odnajdywała skarby. To niesamowite, że obydwie jesteście artystkami. Może powinnam napisać inaczej – że jedynie prawdziwy artysyta jest w stanie pojąć czym jest wabi sabi (a nie że jedynie Japończyk). Dziękuję za Twój komentarz. Uściski