7
Lut
2015
0

Góry wołają, więc muszę iść…

Ktoś chętny na spacer po lesie albo jeszcze lepiej na wycieczkę w góry? Dziś w radio usłyszałam, że w Beskidach dużo śniegu nasypało. Stuptuty na buty i heja przez zaspy! 

IMG_3060

Mi już udało się w tym roku wyjść na szlak i przedzierać przez śniegi. W górach zimą jest cisza. Można sobie wiele spraw poukładać. Do mnie dotarło, że choć nie jest jeszcze do końca tak, jakbym chciała, to jednak bardzo dobry czas dla mnie. Dużo się zmienia i sporo dzieje, a ja się temu wszystkiemu z uwagą przyglądam. Od pomysłu do realizacji wiedzie zaskakująco krótka droga. Inicjuję coś, a potem już okoliczności wydają się temu sprzyjać, jakby cały świat mi kibicował. Takie poczucie sprawczości i przychylności świata wobec naszych planów przynosi wiele radości i jest bardzo budujące.

Wędrówka okazała się wyjątkowo regenerująca. Z każdym krokiem w górę moje nogi nabierały życia, a zmęczenie odchodziło. Moje ciało wypełniała dobra energia. I wtedy poczułam złość i żal. Na ten stracony czas. Kiedy ostatnio byłam w górach? Jeśli nie pamiętam, to znaczy, że zbyt dawno. Dlaczego taka długa przerwa? Czy rzeczywiście od morza do gór to zbyt wielka odległość? Czy znów sama sobie postawiłam szlaban? Zaskakująco łatwo było ponownie znaleźć się na szlaku. Zaskakująco szybko moje nogi złapały odpowiedni rytm marszu. Policzki szczypał mróz, na twarz spadały płatki śniegu. W sercu czułam moc. Przecież kocham góry, dawniej potrafiłam dwa razy w miesiącu być na szlaku. Dlaczego odebrałam sobie tę przyjemność?

W jednym z wpisów – 5 kroków by uprościć swoje życie i odzyskać radość – pisałam o zastanowieniu się nad tym, co pasuje do mojego stylu życia i czy sposób w jaki spędzam czas wolny jest zgodny ze mną. Jedni kochają rower, inni czytać książkę przykryci ciepłym kocykiem. Ja żyję kiedy jestem w drodze. Góry i wędrówka mocno ze mną rezonują. Odkurzyłam mój przewodnik po Gorcach i Beskidach, otworzyłam mapę i zaczęłam śledzić trasy. Dobrze jest wrócić na swój szlak. Może to droga także dla Ciebie?

IMG_3153

Dlaczego warto wyjechać w Gorce, choćby na weekend?

Po pierwsze – NACIESZYSZ OCZY

Uważam, że Gorce to najpiękniejsza część Beskidów. Nie są ani najwyższe ani najbardziej rozległe, próżno szukać tu skalnych turni czy głębokich wąwozów, ale mają w sobie coś, co każe się nimi zachwycać i wracać. Największych atutem Gorców są wspaniałe krajobrazy roztaczające się ze szczytów oraz malownicze hale i polany. Podczas zimowej wędrówki, oprócz pokrytych czapą śniegu choin, wszędzie spotkać można bacówki – drewniane szałasy, w których jeszcze niedawno pasterze wędzili ser podczas wypasu owiec.  

Po drugie – ODPOCZNIESZ W RUCHU

Wędrówka po Gorcach to idealny sposób na regenerację. Sieć szlaków jest dość gęsta, są dobrze oznaczone i zadbane. Nie są bardzo wymagające, a jednak dobrze wyrabiają kondycję – co jakiś czas trzeba się bowiem wspiąć na któryś ze szczytów. Szlak, który wybrałam wiedzie wzdłuż ścieżki edukacyjnej “Dolina Gorcowego Potoku”. Przepiękna trasa, a po drodze nikogo. To właśnie chyba cała tajemnica Gorców – ciche i pełne uroku miejsca z dala od tłumu turystów. 

Po trzecie – UPORZĄDKUJESZ MYŚLI

Wędrując po górach robisz coś dla siebie. To czas na wyciszenie i poukładanie wielu spraw. Na łonie natury, z dala od miejskiego zgiełku można łatwiej zdystansować się od codziennych trosk i zastanowić się co jest dla nas naprawdę ważne. To pozwala określić swoje priorytety. W leśnych ostępach, gdzieś na zagubionej polance, przy rozpadającym się szałasie można wreszcie, cytując słowa Orkana: “myśli zebrać rozbiegane, zachwycone gór potęgą, prawd się uczyć tych najprostszych, nad otwartą Gorców księgą”. 

IMG_3150

Na mnie to bardzo działa. Już po godzinie wędrówki dotarło do mnie, że:

Każdy z nas ma wolny wybór. Mogę zacząć kształtować swoje życie albo pozwolić losowi, by zapanował nade mną i bezwiednie mnie wiódł. Nie warto uparcie odkładać realizacji planów na później – kiedy będzie więcej czasu. Jeśli teraz nic nie zmienię, żeby zadbać o owe ‘więcej czasu dla siebie’, ten moment nigdy nie nastąpi. Wyrzuciłam więc ze słownika wszelką negację i wątpliwości. Żyję tu i teraz. Kiedy przychodzi mi do głowy wspaniały pomysł i naprawdę chcę go zrealizować – mówię o tym głośno. Słowo mówione ma większą moc niż cicha myśl. 

Nie jest trudno być panem swojego losu. Nigdy nie jest za późno na zmianę nawyków. Twórcą swojego życia można być zawsze i wszędzie, bo zawsze i wszędzie jesteśmy w stanie nauczyć się panować nad swoim strachem, wątpliwościami, opieszałością. Kiedy czuję, że panuję nad swoim losem? Wtedy, gdy czynię, co według mnie jest słuszne i żyję z tą wiedzą na co dzień. Wtedy, gdy działam w zgodzie ze sobą, bez przymusu i we własnym tempie, które ze mną współgra. Kiedy nie oglądam się na to, co inni pomyślą, tylko z konsekwencją realizuję swój pomysł na życie.

Umiejętność rozwiązywania problemów i urzeczywistniania celów i marzeń można wypracować.  To bardzo uwalniające mieć świadomość, że kształtowanie swojego losu leży w moich rękach. Ja sama jestem dla siebie największym zadaniem i moim obowiązkiem jest dołożyć wszelkich starań, by wykonać je jak najlepiej. Wzięłam więc odpowiedzialność za swoje życie. Rozstałam się ze starymi nawykami. Przestałam “gdybać” – oglądanie się na przeszłość to strata energii. W zamian wolę przekształcać istniejącą sytuację w jak najlepszą i czynić optimum z tego co jest. Przestałam też usprawiedliwiać się z tego, co nie wyszło. Szukanie wymówek typu: nie mam czasu, jestem zbyt zmęczona, jest już za późno, żeby coś zmienić –  to najlepsza droga do samookłamywania się.

W realizacji marzeń pomagają właściwi ludzie. To z kim przebywamy i kogo słuchamy ma ogromny wpływ na nas i nasze zachowanie. Jedno słowo krytyki czy zwątpienia potrafi zabić w nas tę iskrę, z której przecież mógł zapłonąć prawdziwy ogień. Podobnie działają słowa uznania, budują naszą wiarę w siebie i dają nam moc do działania. Ograniczyłam kontakt z osobami, które mają w zwyczaju “odwodzić” mnie od moich marzeń, usilnie chcąc mnie ochronić przed porażką. Otaczam się osobami, dzięki którym “ładuję akumulatory”. Otrzymuję ogromną ilość dobrej energii, którą przekładam na konkretne działania. Jakiś czas temu dałam sobie pozwolenie, żeby spotykać się z osobami, z którymi lubię spędzać czas, niezależnie od tego jak duża odległość nas dzieli, niezależnie od tego jak długo się nie widzieliśmy. To bardzo dużo zmieniło w moim życiu. Na lepsze.

Schodząc z gór do chaty miałam już jasno sprecyzowany plan wyjazdu dla kobiet, który zorganizuję w czasie równonocy wiosennej. Szczegóły pojawią się już wkrótce.

100_4001

 

  • O rany, uświadomiłaś mi, jak dawno nie byłam w górach i jak mi tego brakuje! I też myślałam o kobiecej wyprawie w góry, bardzo dobry pomysł 🙂

    • Justyno, wyjazd w góry zaplanowałam w czasie równonocy wiosennej – 20-22 marca. 3 dni regeneracji, naturalna kuchnia + warsztaty zdrowego żywienia (Agnieszka Majewska) joga (Ania Siri Karta), rozwój osobisty (Kasia Kubit) i warsztaty jak sprawić, by podróże stały się naszym stylem życia – od strony praktycznej (Ikimasa). Trzy super atrakcyjne trasy po Gorcach. W czwartek pojawi się szersza informacja. Pomyśl 🙂