5
Maj
2015
0

3 proste zasady jak żyć w duchu wabi sabi

Otrzymałam dziś paczkę. W środku jest miedziana – mój prezent urodzinowy. A ponieważ urodziny obchodzę pod koniec czerwca do tego czasu nie mogę jej otworzyć. Ale jak doszło do tego, że w ogóle do mnie trafiła? Po ostatnim poście Nic nie przetrwa, nic nie jest skończone, nic nie jest doskonałe...”  otrzymałam od pięknej Marii Rauch kontakt do Justyny Karamuz – artystki, która specjalizuje się w ceramice artystycznej w duchu japońskim. Jej dzieł możecie szukać na stronie MojaCeramika.pl – ja zatonęłam na dobre kilka wieczorów. Obejrzałam wszystko, ale widziałam ciągle tylko moją miedzianą. Nie mogłam przestać o niej myśleć. Czułam, że na mnie patrzy i że to ona wybrała mnie. Najbardziej mi się podobało złote łączenie, które biegło nieregularnie wokół jednej ze ścian. To kintsugi – japońska sztuka naprawiania pękniętej lub połamanej ceramiki lakierem żywicznym i sproszkowanym złotem. Dla mnie w swej chropowatej niedoskonałości czarka stanowi kwintesencję piękna w duchu wabi sabi. Napisałam do Justyny i dostałam taką odpowiedź: Historia miedzianej czarki jest przedziwna, bo jest jedyna taka i powstała bardzo przypadkiem – to “spurchlone” szkliwo jest wynikiem problemów z wypałem – wypalaliśmy piec na świeżym powietrzu, przyszła burza i temperatura przestała rosnąć. Potem jeszcze pękła w trakcie wypału i przez długi czas była nieużywalna, do czasu kiedy w końcu zmobilizowałm się do znalezienia kogoś, kto uczy kintsugi. A potem okazało się, że nie będę już więcej reperować ceramiki laką, bo jestem na nią niebotycznie uczulona. Dlatego wystawiam swoje kintusgi na sprzedaż za wysokie ceny – z jednej strony ciężko mi się z nimi rozstać, z drugiej wiem, że powinnam, bo tylko będą mnie drażnić. – Sami rozumiecie, jedyna taka…i teraz czeka.

Zmotywowało mnie to do tego, by zastanowić się jak mogłabym wprowadzić wabi sabi do swojej codzienności? Oto kilka propozycji:

1. ZADBAJ O DOBRE RELACJE

Wabi sabi swoje korzenie ma w estetyce zen – wyrosła z japońskiej ceremonii picia herbaty. Kiedy samurai wchodził do herbaciarni, zdejmował swój miecz, zostawiając za sobą konflikty i sporyStosując postawę wabi sabi w relacjach z bliskimi czy przyjaciółmi świadomie akceptujemy ich takimi jacy są – ze wszystkimi ich słabościami, wadami – dalekimi od ideału. Akceptacja niedoskonałości u innych daje nam czas i energię by po prostu czerpać radość ze wspólnego bycia z drugim człowiekiem. Zamiast oceny i chęci pouczania przyjmuję więc postawę otwartą. Słucham i jestem ciekawa opowieści drugiego człowieka. Taka postawa bardzo ułatwia codzienne funkcjonowanie. Co ciekawe osoby, które niewiele mówią, mające opinie zamkniętych w sobie introwertyków zazwyczaj kryją niezwykle bogate wnętrze. I tu zgadzam się z pełni z Simon Brown’em, autor książki Practical wabi-sabi, który mówi: Jeśli jesteśmy w stanie uznać akt picia herbaty za ekscytujący, zajmujący i niosący radość – jak bardzo fascynujący może stać się dla nas drugi człowiek.

2. ZNAJDŹ PROSTOTĘ W PODRÓŻY

Tak długo, jak długo ludzie będą podróżować do odległych, zapomnianych miejscowości, gdzie czeka na nich mały pokój, w którym spędzą noc, tak długo, jak będą czerpać przyjemność z przemieszczania się transportem publicznym i kupowania warzyw i owoców od ulicznych sprzedawców, będą znajdować pocieszenie w małych rzeczach.

Alexandra David-Neel, Lampa mądrości

Jestem świeżo po powrocie z majowego weekendu w Borach Tucholskich. Jeszcze napiszę o naszej Gajówce, którą najchętniej ukryłabym przez wszystkimi. Dlaczego ciągnie mnie do tego miejsca? Bo mam w pakiecie ciszę, las, czyste jezioro i śpiew ptaków od rana. Bo mój synek zaraz po obudzeniu mówi, że idzie na dwór do pieska, kotka i króliczka, a ja bez obawy go wypuszczam. Wróci na śniadanie jak zgłodnieje. Bo mogę z dziećmi wędrować przez kilka godzin przez las, a potem zrobić sobie piknik przy ognisku. Bo mogę czytać i nie mam wyrzutów sumienia, że powinnam teraz coś uprasować. Wszystko mnie tam cieszy i nic mi nie przeszkadza. To o podróżach bliskich, ale prostoty warto szukać także, gdy wybieramy się gdzieś dalej.

Zmień otaczający Cię krajobraz, oglądane twarze, zmień klimat, bo dzięki temu odświeżasz umysł i duszę. Podróż jest jak spacer medytacyjny po lesie. Zabierz ze sobą mały bagaż. Stare przysłowie mówi: Biedny podróżny to taki, który ma wiele bagażu. Zabieranie ze sobą zbyt wielu walizek oznacza marnowanie czasu i pieniędzy, problemy z noszeniem. Sama pamiętam, że odsyłałam do Polski połowę swojego bagażu z Bangkoku, a w Hiszpanii musiałam wynająć samochód, bo nie dało się eksplorować miasteczka Mojacar z 30 kilowym plecakiem. Wyjedź nie po to, żeby wrócić z pamiątkami. Weź w torbę niewiele – dbaj o to by bagaż był lekki i nie odebrał Ci przyjemności eksplorowania. Wystarczą Ci notes, ołówek i aparat, najlepiej ten ulubiony, z wytartym pokrowcem. Możesz mieć jeden notes, przeznaczony na krótkie wypady. Przez to, że jest już częściowo zapisany, ma zagięte rogi i wytartą okładkę jest Twój i jest wyjątkowy. Zbieraj wspomnienia i pisz własne historie, dostrzegaj piękno w niedoskonałościach. Sztuką jest podróżować jedynie z bagażem podręcznym. Załóż ulubione dżinsy, lekką koszulę, dbaj o to by było Ci wygodnie. Wtedy droga wydaje się fascynująca, a wielką radość daje nam wyruszenie w nieznanym kierunku z maleńkim bagażem i całym wszechświatem dla siebie. Łatwiej jest zachwycać się pięknem pejzażu i nieznanymi twarzami, na których widać trud całego życia. Takie doznania pozostawiają w naszej duszy ślad na zawsze. Odkąd przestałam pracować w “biurze” nie włożyłam butów na obcasach. Mój mąż (195 cm) boleje… A ja patrzę ze współczuciem na wszystkie krzywo zgarbione dziewczyny na słupkach. Najbardziej dziwią mnie takie widoki w lesie, a też się zdarzają.

3. MIESZKAJ PROSTO

Przyznaję, mam dom wyposażony w meble IKEI. Tak, są funkcjonalne i łatwiej wszystko w nich pomieścić. Idealnie sprawdzają się na niewielkiej przestrzeni. Ale kiedy się przeprowadzałam do Gdańska przywiozłam ze sobą przedwojenną etażerkę, biurko w stylu art deco, jedno-drzwiową szafę z lustrem i stolik też art deco. Mieściliśmy się ze wszystkim, dopóki się Franuś nie urodził, wtedy trzeba było się przeorganizować. Został stary gramofon ze złotą tubą kupiony na targu w Oliwie. I mój ukochany kinkiet, który wypatrzyłam na Jarmarku Dominikańskim. Wszystkie moje pozostałe skarby na mnie czekają. Nie pozbyłam się ich. Może przyjdzie dzień, kiedy będziemy mieszkać na większej przestrzeni, wtedy sobie urządzę swój własny gabinecik. Wielkim sentymentem darzę stare meble z duszą. Dom w stylu wabi sabi wyposażony jest w proste, stare sprzęty, które maja niezwykły urok. To dom wypełniony przedmiotami, o których można opowiadać historie. Jeśli masz ukochaną szafkę, z której odpadł oryginalny uchwyt – nie wyrzucaj jej. Zastąp go innym – najlepiej pozornie niepasującą gałką. To, że coś się popsuło nie oznacza, że jest do wyrzucenia, ale że było często używane z miłością. Takie też jest pochodzenie japońskiego słowo utsukushii, które dziś znaczy “piękny”. Dlatego właśnie u mnie pojawiła się miedziana.

I jeszcze jedna – kluczowa sprawa. Żaden piękny i wyjątkowy przedmiot nie będzie lśnił jeśli upchniemy go w szafce pełnej klamotów. To kwestia wyboru – co pozostawiamy – czego się pozbywamy. Prostota oznacza, że mamy niewiele, by stworzyć miejsce dla spraw najważniejszych. I teraz zacytuję moją ukochaną Dominique Loreau i jej Sztukę Prostoty: Aby żyć wśród absolutnego minimum przedmiotów, w czystych i pełnych świeżego powietrza wnętrzach trzeba się wykazać silną wolą, dokładnością i kategorycznością.(…) Dom powinien być antidotum na stres życia w mieście. Powinien być miejscem odpoczynku, źródłem inspiracji, przestrzenią działającą terapeutycznie. (…) Kiedy uprościsz przestrzeń mieszkania pozbywając się wszystkiego, co nie ma konkretnego przeznaczenia, będziesz mieć uczucie, jakbyś zaczęła jeść produkty naturalne po okresie zaspokajania głodu fast foodem.”